Niebezpieczny raj :: Langkawi

Langkawi to największa malezyjska wyspa. Leży w północno-zachodniej części kraju tuż przy granicy z Tajlandią. Co ciekawe, cała wyspa jest jedną wielką strefą bezcłową, więc warto też odwiedzić parę sklepów. W przeciwieństwie do pozostałej części Malezji, gdzie alkohol jest bardzo drogi i za piwo trzeba zapłacić prawie 20 zł, tu jest kilka razy taniej.

Na wyspę dostaliśmy się statkiem kursującym co godzinę z Kuala Perlis, a potem dwoma busikami. Cała nasza dwunastka. Hotelik Malibest Resort przy Pantai Cenang okazał się bardzo przyjemny i położony nad samą plażą! Część obiektu to malowniczo położone domki na palach między palmami, ale my trafiliśmy do głównego budynku. Nie przypominam sobie, żebym widział basen przy wyborze tego hotelu, ale okazało się, że basen był i się przydał. No ale ta plaża! Piękna, szeroka, z białym i drobnym piaskiem. Na dodatek praktycznie pusta. Z wyjątkiem nielicznych leżaków, kilku samochodów przejeżdżających plażą ciągnących przyczepki ze skuterami wodnymi.

Akcja zaczęła się już pierwszego dnia, kiedy całą ekipą zaraz po odebraniu kluczy do pokoi wskoczyliśmy do przepięknej i ciepłej wody Oceanu Indyjskiego, a tak naprawdę to Cieśniny Melakka. Okazało się, że dwóch z naszych znajomych poparzyła meduza. Jeden z nich, 15-letni syn znajomych, poparzoną miał sporą część ramienia. Ratownicy nie zbagatelizowali zagrożenia, przemyli od razu jedynym dostępnym antidotum – octem i zalecili szybki kontakt z lekarzem. Okazało się, że poza spektakularnymi plamkami na ręce nic wielkiego się chłopakowi nie stało, ale strach do kąpieli pozostał. Tym bardziej,  że przeczytałem o kilku śmiertelnych przypadkach oparzenia przez tzw. Box Jellyfish właśnie na Langkawi. Każda następna kąpiel w boskich wodach oceanu była kontrolowana.

Na Langkawi warto wybrać się na wycieczkę do Sky Bridge. To spektakularny 125-metrowy most zawieszony nad dżunglą na wysokości 660 m nad poziomem morza. Wyjechać tam można kolejką SkyCab. Warto poświęcić RM45, żeby znaleźć się na górze i zapamiętać tę panoramę. W pobliżu koniecznie trzeba odwiedzić tzw. Seven Wells Waterfalls. Co prawda wyjście na piechotę z postoju do samych wodospadów jest dużym wyzwaniem w 35-stopniowym upale i równie wysokiej wilgotności. Ale warto. Można nawet z jednego wodospadu zjechać sobie po śliskich kamieniach na czterech literach. Trud wspinaczki najbardziej obrazowo skomentował jeden z naszych znajomych słowami: „Te małpy to wiedziały, że lepiej zostać na dole”. Faktycznie w okolicy można spotkać sporo różnych gatunków z pozoru niewinnych małpek. Ale spróbujcie zostawić butelkę wody bez opieki…

Na koniec naszego pięciodniowego pobytu na Langkawi złapaliśmy jeszcze trochę słońca na przepięknej plaży ostrożnie stąpając po płytkiej wodzie w oceanie. I trzeba było się pakować, bo już wcześnie rano taksówka zawieźć nas miała na lokalne lotnisko, a stamtąd na pokładzie AirAsia odlecieliśmy na południe. W stronę Singapuru…

Malezja

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s